Witajcie, W tym wątku opowiadajcie śmieszne historie które przydarzyły się w Waszym Życiu. Zabawa ma na celu lepsze poznanie nasz wszystkich Start! Pewnego razu pojechałem z bratem i mamą traktorem bo trzeba było pozbierać pewne rzeczy, oczywiście ja kierowałem , Minęło kilka godzin, wszystko zrobione. Teraz zostało tylko przedostać się na drugą stronę drogi, jadę (podjazd był pod górkę) wyjeżdżam na drogę, i naglę stanął na środku drogi (wrzuciłem za ciężki bieg) samochody jadą a ja stoję traktorem na środku drogi i w ostatnim momencie przejechałem przez drogę, a mój brat prawie dostał zawału xD
Dobra, teraz ja. Pewnego dnia z rodziną pojechałem do Auchanu moja siostra chciała jechać takim autkiem z koszykiem dla dzieci (było tam wejście tak jak do koszyka wrzucasz 1zł i się odblokowywuje) Tata nie miał drobnych, więc zamiast 5zł wrzucił kluczyk (tak kluczyk iksde) wsadził, autko się nie odblokowało, a kluczyk tam został na stałe (chyba do dziś tam jest iksde)
Nareszcie coś bardziej kreatywnego niż te wątki "mózgolansujące" Pod koniec roku szkolnego gdy zdawałem do szkoły muzycznej, musiałem udać się na badania do przychodni by wykluczyć jakieś choroby uniemożliwiające mi grę na instrumencie. Udałem się tam razem z mamą, a gdy już byłem zarejestrowny, weszliśmy na docelowe piętro. Siadamy oczywiście na ławeczce w otoczeniu starszych pań, a ku naszemu zdziwieniu jakaś babcia spytała się co my tu robimy. Tłumaczę jej więc, że przyszedłem tutaj na obowiązkowe badania, ponieważ zdaję do szkoły muzycznej, na co ona "Mój syn też chodzi do szkoły muzycznej, już nie żyje.". Nie muszę chyba tłumaczyć, że zabrzmiało to nieco creepy xd Znicz dla syna starszej pani [*]
Cóż, były święta albo po, ja mieszkałem gdześtam na ulicy babimojska (czy jakoś tak) pogoda byłataka bardziej wiosenna. Nieopodal rosło sobie Aschaun (czy jakoś tak) ale pomiędzy moim blokiem i tym okazałym ważywniakiem byłosporych rozmiarów pole, a na polu ogrodzenie. Wyglądało to mniej więcej tak, że były chodniki by ominąć to pole ale poprowadzone tak, że idąc nimi nadrabiał się drogę tak ze 3 razy. A więc przyszedł dzeń zakupów i trzeba było się wybrać do sklepu. Jako że idąc na skos przez pole nic się nie działo to i tym razem poszliśmy z mamą (wydeptaną już zresztą przez mieszkańców osiedla) znaną nam trasą. Przez 90% drogi było ok. Trochę miękko ale całkiem stabilnie. Ale ostatnie 10-20 m drogi było kompletnym bagnem. Bardzo gęstym. Po kilku krokach nie dało się już cofnąć ani iść dalej. W sumie nie było już róenycy bo oboje staliśmy po kolana w błocie. Mimo mocnego sznurowania (w sumie nawet nie miał to znaczenia) ja zgubiłem oba buty mama jeden. Doszliśmy do sklepu tylko dzięki temu ogrodzeniu Skończyło się tym, że po obczyszczeniu się z większości błota w samych skarpetkach, uwaleni po kolana w błcie poszliśmy kupić nam buty. Całkiem zabawnie to wyglądało. W sumie to dobrze wspominam ten dzeń
A ja mam coś innego ^^ Jak zawsze, lekcja matmy... Po niej jeszcze informatyka i koniec, sobota wita. Ale jednak coś się stało śmiesznego ( ͡° ͜ʖ ͡°) Pani Ewa (bo tak ma na imię nauczycielka) stała przy ławce przede mną, gdyż "pomagała" mojej przyjaciółce w zadaniu, które rozumiała. Kolega z rzędu pod oknem gada z naszym "kolegą krasnoludkiem" (nazywamy tak najniższą osobę w klasie). Nagle pani Ewa usłyszała jak ten kolega głośno się śmieje... Wstała i... - Mateusz, nie róbcie kupy! - powiedziała z powagą xD Do dzisiaj cała klasa to wspomina